Pisarz nie powinien forsować swojej osoby na pierwszy plan

Opublikowano 17 czerwca 2013 w: O pisaniu, Porady, Wywiady | 0 komentarzy

"Dobre wychowanie" - Amor Towles - okładka książkiTak uważa Amor Towles, którego debiutancka powieść ”Dobre wychowanie” z 2011 roku, osadzona w Nowym Jorku lat 30., momentalnie trafiła na listę bestsellerów.

Pisarz powiedział to podczas rozmowy z Magdaleną Lankosz, opublikowaną w „Wysokich Obcasach” (nr 13/2013). Polecam wszystkim ten ciekawy wywiad, w którym Towles opowiada o swoim życiu i książce. Mnie szczególnie zainteresował fragment  dotyczący warsztatu pisarza. W pewnym momencie pada pytanie, dlaczego zdecydował się opowiedzieć historię z punktu widzenia kobiety (dla nieznających powieści, wyjaśniam, że główną bohaterką jest młoda dziewczyna imieniem Katey).

Instynkt” – opowiada autor „Dobrego wychowania”  – „Kiedy wymyśliłem pierwszą scenę, zobaczyłem mężczyznę na zdjęciu i kobietę patrzącą na zdjęcie. Wiedziałem, że to ona opowie tę historię. Nigdy nie wziąłem pod uwagę innej wersji zdarzeń. Napisałem wcześniej sporo opowiadań z wielu perspektyw: dzieci, starców, białych, czarnych, bogatych i biednych. Wywodzę się z tradycji narracyjnej, w której pisarz nie powinien forsować swojej osoby na pierwszy plan. Powinien powoływać do życia innych ludzi, a nie wałkować własne życie na kartach powieści. Czy z twórczości Szekspira da się wyczytać jego osobowość?” – pyta pisarz.

„Nie, dlatego tak wiele sporów toczy się o niego jako autora tych wszystkich dzieł” – mówi Lankosz.
Dokładnie. Sam Szekspir nie rozpycha się na kartach swoich dzieł, mieszkają tam pełnokrwiste postaci, np. kobiet, jak Lady Makbet czy córki króla Leara. Ale przecież absurdalne wydaje się wysnucie z tego wniosku, że Szekspir był kobietą. Z kolei „Pani Dalloway” Virginii Wolf jest opowiedziana z perspektywy dojrzałej kobiety i młodego mężczyzny. Tymczasem w ostatnich 30 latach literaturę amerykańską zdominowali ludzie piszący o sobie. Nawet wśród tworzących fikcję. Czarne kobiety piszą o doświadczeniu bycia czarną kobietą, geje piszą o życiu gejów.

To źle? To są grupy, które wcześniej nie miały głosu i teraz chcą swoje doświadczenie wykrzyczeć – zauważa dziennikarka.
To dobrze, ale to radykalnie zmieniło oczekiwania czytelnicze. Czytelnik na wstępie zakłada identyfikację pisarza z bohaterem. A u mnie to wszystko fikcja”.

Cały wywiad Magdaleny Lankosz z Amorem Towlesem, zatytułowany „Przerobiłem babcię”, możecie przeczytać na stronie „Wysokich Obcasów”.

Pisanie o rodzinie
Po tym wywiadzie zacząłem się zastanawiać, co popycha autorów, by pisali o swoich doświadczeniach. Wydaje mi się, że portretując bądź opierając się na losach własnej rodziny, charakteryzując najbliższe środowisko czy znajomych, łatwiej zapanować nad narracją i procesem samego pisania. Na pewno też nie ma ryzyka, że kogoś – nawet nieświadomie – splagiatujecie :).

Dlatego jeśli zastanawiacie się nad napisaniem książki o historii, którą dobrze znacie, bo dotyczy kogoś wam bliskiego, rozważcie te plusy: będziecie się dobrze czuli z materiałem, nie utkniecie w połowie narracji i – o ile starczy wam determinacji – doprowadzicie sprawę do końca. Minusem może być oczywiście to, że ktoś się obrazi, bo źle go opisaliście albo wystarczy sam fakt, że upubliczniacie historie rodzinne, szczególnie, jeśli nie należą one do pochlebnych.

Pytanie jednak, czy w ten sposób rzeczywiście łatwiej pisać książki? Wszystko zależy od tego, jakim chcecie być pisarzem. Jeśli tzw. głównego nurtu – powiedziałbym, że tak, warto wpasować się w oczekiwania czytelników, o których mówi Towles. Szczególnie, że jest sporo przykładów na sukces takiego podejścia. Ze „świeższych” od razu do głowy przyszedł mi Mikołaj Łoziński, którego powieść „Książka” otrzymała w 2012 roku Paszport Polityki w kategorii literatura. Uzasadnienie brzmiało: „Za świetnie opowiedzianą małą historię na tle dużej historii. Za oryginalną formę i za przypomnienie, że nie ma lepszego tematu literackiego niż rodzina.

To ma jednak sens tylko dla osób, które chcą zaistnieć w tzw. kategorii „literatura piękna”. Trudno bowiem domagać się od twórcy thrillerów, kryminałów czy fantasy, by opierał się na własnych doświadczeniach, prawda? W tym przypadku rację ma Towles: „Pisarz nie powinien forsować swojej osoby na pierwszy plan”. Zamiast tego niech pojawi się bohater, który na długo zapadnie w pamięć czytelnikom. Jak takiego stworzyć? O tym piszę w tekście „Czy twój bohater ma CV?”.

PS. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o „Dobrym wychowaniu”, zajrzyjcie na stronę Wydawnictwa Znak.

O mnie:

Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na stronie kontaktowej.

Jeśli chcesz wspomóc ten blog, robiąc zakupy online skorzystaj z mojej strony Kupuj z Goodstory.pl

Prowadzę również serwis o podróżach PolskaZwiedza.pl, na którym dzielę się wrażeniami ze zwiedzania Polski i innych krajów świata. Zapraszam do odwiedzin!

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>