Pisz dla czytelników, nie pod tezę

Opublikowano 8 stycznia 2015 w: O pisaniu, Porady | 6 komentarze

Fot. copyright (c) 123RF Stock Photos

Konstruując fabułę warto pamiętać, na czym należy się skupić, by stworzyć dobrą opowieść, która zaciekawi szerokie grono odbiorców. Mówiąc w skrócie – unikaj publicystyki, zaś wszystkie poboczne wątki niech służą głównej historii. Inaczej stracisz uwagę czytelnika.

Piszę to z pozycji czytelnika, który sięga po powieść dla ciekawej historii, dobrze napisanej, posiadającej pełnowymiarowych bohaterów, których losy będę jeszcze wspominał po latach. Chcę towarzyszyć postaciom i im kibicować aż do finału i liczę dodatkowo, że książka wywoła we mnie jakiekolwiek emocje.

Takie są moje minimalne wymagania ;-). Oczywiście, nie wszystkie powieści, które czytam, spełniają te oczekiwania. Niektóre z nich nie są nawet złe (ba, niektóre są wręcz wybitne!), ale ich autorzy tworzą swoje dzieła po prostu dla innego typu odbiorcy i przy wykorzystaniu odmiennych metod konstruowania opowieści. I wszystko jest dobrze, jeśli mają swoje grono czytelników i kolejne powieści również piszą z myślą o nich. Wtedy nie ma problemu…

Są jednak powieści, które powstają, by coś zdiagnozować, a nie opowiedzieć, co mi się kompletnie nie podoba. Z nowości wydawniczych mam wrażenie, że przykładem takiej książki  jest „(niepotrzebne skreślić)” Wojciecha Engelkinga, którą zrecenzowała niedawno w tygodniku „Polityka” Justyna Sobolewska.

Jak pisze dziennikarka: debiutancka książka 22-letniego pisarza jest „diagnozą teraźniejszości, szyderczym obrazem pokolenia rówieśników autora, warszawki, kawiarnianych intelektualistów, hipsterów, egoistów i hipokrytów. W tym świecie miejsce człowieka zależy od tego, kim są jego rodzice i ile ma kasy. [...] Wszystkie postaci w tej książce są jednakowo odrażające, ich dialogi brzmią jak czysta satyra, ale mają ponoć źródło w zasłyszanych rozmowach w modnych knajpach”.

Ostatnie zdania recenzji są jednak kluczowe, gdy Sobolewska ocenia dzieło Engelkinga na dwóch poziomach:

Jak diagnoza publicystyczna jego książka jest celna, trafia w newralgiczne punkty [...] Jednak jako powieść ta książka ma sporo niedociągnięć, przede wszystkim portrety postaci – są jednowymiarowe, trudno zrozumieć ich niektóre działania i motywacje (oprócz pragnienia pieniędzy). A tam, gdzie wszyscy są wyszydzani i ośmieszeni, nie ma też dramatu ani tym bardziej tragizmu. Owszem, wielkie wrażenie robi warsztat i rozmach autora, ale chciałoby się, żeby następna powieść (na którą będziemy czekać) nie dawała się tak łatwo sprowadzić do kilku publicystycznych tez” (całą recenzję przeczytacie w „Polityce” nr 44/2014).

Moim zdaniem to kapitalna uwaga, pod którą się podpisuję, chociaż nie czytałem „(niepotrzebne skreślić)” Wojciecha Engelkinga. Nie chodzi mi bowiem o tę konkretną książkę (określaną jako „pierwsza polska powieść pokolenia umów śmieciowych”), ale o zjawisko pisania pod tezę czy wyłącznie w celu opisania jakiegoś zjawiska.

Co myślę o otaczającym mnie świecie?
Mam wrażenie, że punktem wyjścia dla takiej beletrystyki nie jest jakaś sytuacja, lecz chęć napisania celnej diagnozy społecznej, zwłaszcza współczesnych czasów. Tym samym powstaje powieść publicystyczna. I choć w większości przypadków autorzy mają ciekawe pomysły, akcja spychana jest na drugi plan. Zamiast rozwoju fabuły i kibicowaniu bohaterowi czytamy długie dialogi, refleksje fikcyjnych postaci o aktualnych problemach i przyglądamy się scenom, które mają pomóc w przekazaniu kluczowych argumentów autora.

Trzy losowe przykłady, które przyszły mi od razu do głowy:
- „Plama na suficie” Piotra Zaremby – powieść z pogranicza horroru i powieści obyczajowej, z ciekawym pomysłem, który jednak okazał się tylko pretekstem do opisania współczesnej Warszawy, ze szczególną uwagą młodzieży, która w ogóle nie szanuje starszych ludzi.
- „Obrońca ulicy” Johna Grishama – dość przeciętna książka autora rewelacyjnych thrillerów prawniczych. Pisarz całą akcję tworzy wokół poważnego problemu, jakim jest bezdomność. Zobacz ranking najlepszych powieści Grishama >
- „Twoje serce należy do mnie” Deana Koontza – kiepska powieść świetnego autora thrillerów i horrorów, w której poruszone są kwestie etyczne związane ze współczesną medycyną. Oto moim zdaniem najlepsze powieści Deana Koontza >

Daj to na drugi plan!
Nie twierdzę, że w ogóle należy unikać opisywania współczesnych problemów czy zjawisk społecznych, lecz że nie powinny one dominować nad główną opowieścią. Celnie ujął to Dwight V. Swain w książce „Warsztat pisarza. Jak pisać, żeby publikować”, gdy odpowiedział na pytanie czego chce masowy czytelnik.

Według niego czytelnik poszukuje „przede wszystkim stymulacji emocjonalnej, a nie wyzwania intelektualnego. Opowieść, która wymaga analizy czy logiki (nawet na bardzo elementarnym poziomie), nie jest dla niego pociągająca. Czytelnik lubi, kiedy czynnik intelektualny podporządkowany jest emocjom. Zajmie się nim w jakimś wątku pobocznym, jeśli akurat będzie miał ochotę. Jednak ważne jest, aby mógł przeskoczyć nad nim bez zbytniego uszczerbku dla odbioru całości opowieści, jeśli chce poczytać, jak to określa, dla odpoczynku” – tłumaczy Swain.

Dobrym przykładem są skandynawskie kryminały, np. Henninga Mankella, który w swoich książkach opisuje współczesne problemy Szwecji. Robi to jednak umiejętnie, czyli przemyślenia protagonisty, policjanta Kurta Wallandera, wiążą się ze sprawami, nad którymi obecnie pracuje. A jeśli czytelnik nie jest nimi zainteresowany, może po prostu skupić się na głównym wątku opowieści.

Klasą samą w sobie jest Terry Pratchett, który, choć często swoje powieści opiera na opisie jakiegoś zjawiska społecznego, zawsze konstruuję wciągająca fabułę i tworzy barwne, wielowymiarowe postaci, o których perypetiach chce się czytać, także w kolejnych tomach.

Całą otoczkę czytelnik chłonie niejako przy okazji. Jak pisałem w tekście „Nowy bohater w Świecie Dysku, czyli kilka słów o Moiście von Lipwigu”: „Terry Pratchett nie oferuje jedynie ciekawej, dobrze napisanej opowieści osadzonej w świecie fantasy, lecz dotyka także jakże ważnych i współczesnych problemów naszego świata”. Kto chce, to wychwyci te wątki i zastanowi się nad nimi, inni będą dobrze się bawić czytając po prostu kolejne przygody bohaterów Pratchetta.

Pamiętajcie: „nawet jeśli schemat całej opowieści jest naprawdę solidny, czytelnik nigdy się o tym nie dowie, jeśli wyrzuci książkę albo czasopismo po przeczytaniu pierwszej strony czy rozdziału. [...] Czytelnika powinno zaciekawić i zatrzymać to, co oferuje mu w danym momencie: nie całość, nie wspaniały schemat, ale aktualne doświadczenie. Liczy się bezpośrednie i ciągłe zaangażowanie. Należy przyciągnąć uwagę czytelnika już teraz” – wskazuje Swain w „Warsztacie pisarza”.

Dywagacje bohaterów na jakiś temat, które nie mają związku z główną opowieścią, nie są dobrym sposobem, by to zrobić.

Informacje o książce „(niepotrzebne skreślić)” – autor: Wojciech Engelking, wydawnictwo: Świat Książki, liczba stron: 318. Cena: przegląd cen w e-sklepach poniżej.

O mnie:

Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na stronie kontaktowej.

Jeśli chcesz wspomóc ten blog, robiąc zakupy online skorzystaj z mojej strony Kupuj z Goodstory.pl

Prowadzę również serwis o podróżach PolskaZwiedza.pl, na którym dzielę się wrażeniami ze zwiedzania Polski i innych krajów świata. Zapraszam do odwiedzin!

6 komentarze

  1. Ciekawy jestem jak odniósłby się Pan /z punktu widzenia tego bloga o sztuce pisania/ do powieści Thomasa Bernharda, o ile one w ogóle mieszczą się w spektrum Pana zainteresowań. Pytam dlatego, ponieważ większość padających tutaj (słusznych) rad w ogóle się jego książek nie ima (właściwie poza fundamentalną: wzbudzanie emocji). Z drugiej strony wiadomo, jak sam Pan na to ujął: niektórzy „autorzy tworzą swoje dzieła po prostu dla innego typu odbiorcy i przy wykorzystaniu odmiennych metod konstruowania opowieści”.

    • Niestety, nie czytałem nic autorstwa Thomasa Bernharda, byłbym więc wdzięczny za podpowiedź, którą z książek przeczytać w pierwszej kolejności – „Kalkwerk”, „Korektę” czy zacząć od „Przyczyny”?
      Jeśli chodzi o rady – zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie mają one zastosowanie, ale jak to mówią: „by łamać reguły, należy je najpierw znać”. Uważam jednak, że dobra opowieść powinna być zawsze na pierwszym planie. Dobry przykład to „Miasto ślepców”, którą napisał José Saramago. Książka wyjątkowa i napisana w rzadko spotykany sposób, bowiem Saramago konstruuje bardzo długie zdania, praktycznie nie stosuje akapitów, dialogi wplata w narrację. Ale i tak czyta się to niesamowicie! A dlaczego? Bo autor ma do opowiedzenia wciągającą historię, która czytelnika bardzo porusza.
      Przykład odmienny: czytam teraz „Serce tak biale” autorstwa Javiera Mariasa i nie podoba mi się. Kompletnie nie przemawia do mnie styl pisarza, w ogóle mam wrażenie, że ważniejsze dla niego są misternie skonstruowane zdania niż historia, którą ma do opowiedzenia. Na okładce jest napisane, że to „największe objawienie literackie ostatnich trzydziestu lat”. Może i tak :-), tyle, że nie dla mnie.
      Dlatego tak istotne jest, by wiedzieć, dla kogo się pisze, w jaki sposób i być w tym konsekwentnym.

      • Jeśli znajdzie Pan czas na zapoznanie się z Bernhardem to raczej nie będzie to czas stracony a może świetna przygoda. Warto odkryć autora, który jako jeden z nielicznych w historii stworzył dla siebie zupełnie oryginalny styl narracji i budowania fabuły (co pociąga za sobą fakt, że z różnym skutkiem różni pisarze próbują go otwarcie naśladować, w Polsce np. K.Varga powieścią „Trociny”).

        W książce-wywiadzie z K.Fleischmann, Bernhard na pytanie o źródła swojej oryginalności udzielił takiej odpowiedzi:
        „-Więc jak się panu jednak udało nie zostać jednym z wielu epigonów Kafki, tylko Thomasem Bernhardem posiadającym zupełnie własny język?
        - Nigdy nie miałem żadnego wzorca i nigdy nie chciałem żadnego mieć (…) Zawsze pisałem tylko tak, jak sam myślałem.”

        Z tytułów które Pan wymienił nie polecam na start „Przyczyny”, „Korekta” jest świetna, genialna ale trudna. Cała zresztą jego twórczość dla niektórych jest zbyt ciężka, więc dziś jest (w Polsce) raczej zapomniany. Na zachętę polecam powieści:
        - „Zaburzenie” jego wczesne dzieło, gdzie charakterystyczny styl nie był jeszcze rozwinięty, ale książka i tak wbija w fotel.
        - „Wycinka”, cała fabuła to relacja z jednej zabawnej kolacji
        - „Wymazywanie. Rozpad”, jedno ze szczytowych przejawów jego talentu, ale lżej napisane niż np. „Korekta”.

        Ale też niewykluczone, że Pana te książki mogą rozczarować, bo większość z nich jest niemal pozbawiona „akcji” w potocznym sensie. Do tego, w odróżnieniu od wszystkich prawie w ogóle nie pisał o miłości (romantycznej).
        Ja natomiast chętnie sprawdzę więc „Miasto ślepców”.

        • Dziękuję bardzo! Wszystkie tytuły zapisałem i zacznę czytać w proponowanej kolejności. Jeszcze raz dzięki.

  2. Czytam co wymieniasz o powieściach publicystycznych i w mojej głowie pojawia się pytanie: No i co w tym złego?
    Ja mam trochę inne podejście – mniej komercyjne . Mówisz – pisz z myślą o czytelniku, pisz to co on będzie chciał przeczytać… a ja staram się mieć podejście – pisz to co chcesz napisać.
    Jasne, że kiedy jesteś zakontraktowany na książkę lub dwie rocznie to trochę dupa… robi się z tego taka Doda – - ma dużą popularność tylko jakość jej odbiorców inna… Co prawda stać ją na majtki z diamentami, tylko jakoś szacunek większości do niej mniejszy…

    • Jeśli ktoś pisze to, co chce napisać i nie interesuje go, czy książka wyjdzie i zyska czytelników, to nie ma problemu. Swoje słowa kieruję jednak do osób, które piszą z myślą o czytelniku i chcą docelowo utrzymywać się z pisania. Wtedy to ma znaczenie. I nie uważam, że pisząc książkę rocznie jest się Dodą. Wtedy jest się po prostu zawodowcem, który dzień w dzień pisze, poprawia, dalej pisze i tak do skutku.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>