Które tłumaczenie „Władcy Pierścieni” jest najlepsze?

Opublikowano 27 sierpnia 2014 w: Polecane książki | 13 komentarze

Niedawno znajomy pochwalił się, że zamierza kupić „Władcę Pierścieni”. Od razu spytałem go, w czyim tłumaczeniu, gdyż akurat przy tym tytule ma to duże znaczenie.

Opisując i polecając różne biografie J.R.R. Tolkiena napisałem, że „Władca Pierścieni” jest w mojej opinii jedną z najważniejszych książek XX wieku. Mało jest powieści, które są tak pełne rozmachu i powołują do życia świat i bohaterów, którzy towarzyszą czytelnikowi już do końca życia.

Warto jednak poznać to monumentalne dzieło w dobrym tłumaczeniu. Oczywiście, niektórzy powiedzą, że najlepiej czytać w oryginale, jednak nie jest to opcja dla każdego, a poza tym istnieje tłumaczenie, które w moim przekonaniu oddaje ducha prozy Tolkiena.

Najlepsze tłumaczenie „Władcy Pierścieni”
Uważam, że najlepiej czytać powieść J.R.R. Tolkiena w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej i pod redakcją Marka Gumkowskiego. „Władcę Pierścieni” w tej wersji wydaje wydawnictwo Muza. Lubię ten przekład i za każdym razem jestem pod wrażeniem tłumaczonej przez Marię Skibniewską historii.

W drugiej kolejności polecam przekład Marii Frąc i Cezarego Frąc, które wydaje wydawnictwo Amber. Czytałem tylko fragmenty w tłumaczeniu państwa Frąc i są one poprawne. Nie zmieniają istoty opowieści, dlatego jeśli macie „pod ręką” akurat wersję w tym przekładzie – możecie śmiało czytać. A potem – dla porównania – i tak zachęcam do przeczytania „Władcy Pierścieni” w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej :-).

Zdecydowanie nie polecam tłumaczenia Jerzego Łozińskiego, który moim zdaniem zbyt zaingerował w treść prozy Tolkiena, w tym w określenia dotyczące bohaterów. Przyznam, że strasznie mnie irytowało czytanie m.in. o Łaziku i krzatach…

W sieci znajdziecie dużo stron analizujących tłumaczenia „Władcy Pierścieni”. Niektórzy wychwalają wręcz przekład Łozińskiego twierdząc, że pozostałe dwa są zbyt „drewniane”. Uważam jednak, że większe jest prawdopodobieństwo, iż w tym tłumaczeniu zniechęcicie się do powieści Tolkiena.

Na koniec: na tej stronie możecie przeczytać krótki fragment prozy Tolkiena w trzech tłumaczeniach. Zobaczycie tam również kilka przykładów jak bardzo Jerzy Łoziński zmienił nazewnictwo.

Gdzie kupić?

O mnie:

Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na stronie kontaktowej.

Jeśli chcesz wspomóc ten blog, robiąc zakupy online skorzystaj z mojej strony Kupuj z Goodstory.pl

Prowadzę również serwis o podróżach PolskaZwiedza.pl, na którym dzielę się wrażeniami ze zwiedzania Polski i innych krajów świata. Zapraszam do odwiedzin!

13 komentarze

  1. Niedawno została wydana poprawiona wersja LOTRa wg Łozińskiego. Skusiłam się na ich kupno (bardzo zachęciła mnie niska cena ;)) i dopiero w trakcie czytania dotarło do mnie, że to TEN Łoziński od Bagosza. Nazwy miejscowości są dużo lepsze niż w przekładzie Skibniewskiej. Zamiast Hobbitonu jest Hobbitów, Bucklebury to Jelenisko, Ustroń to Kruczy dół (z jakiegoś powodu ta nazwa podoba mi się bardziej). Oprócz Łazika nie wystąpiły jak na razie żadne zmiany w nazewnictwie.
    Jak na razie (skończyłam I tom) nie zauważyłam innych kombinacji, więc proszę nie wieszać psów na Łozińskim.

    • Mam wydanie starsze i do niego odnoszę się porównując poszczególne wersje tłumaczeń. Nowego nie znam, więc trudno mi wypowiedzieć się na ile poprawki sprawiły, że lepiej teraz czyta się dzieło Tolkiena w tłumaczeniu Łozińskiego. Zważywszy jednak, że dalej można kupić jego starsze tłumaczenie, dalej zachęcam, by sięgnąć po”Władcę Pierścieni” w przekładzie Marii Skibniewskiej.

  2. Bardzo dziękuję za te informacje. Właśnie zleciłam uczniom do przeczytania tę książkę i chciałabym ich zachęcić, a nie zniechęcić do dalszych tomów.

    • Cieszę się, że mogłem pomóc :-)

  3. Po przeczytaniu krótkiego fragmentu Łozińskiego, miałem odruchy wymiotne. Takie te na siłę spolszczone w ogóle do mnie nie przemawiają. Najlepsza stanowczo Maria Skibniewska. Marii i Cezarego Frąc da się czytać, choć to już nie to samo. Ale Łozińskiego jest tragiczne i masakryczne.

  4. Książka, jak książka, ale wiersz wstępny przetłumaczony przez Łozińskiego to jest koszmar. U Skibniewskiej W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie, oryginalnie jest In the land of Mordor, where the shadows lie, czyli tłumaczenie i wierne i ładne, u Łozińskiego W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana.

  5. Legolas!!!!!!!!!!

  6. U nas dwa tomy Władcy w tłumaczeniu Łozińskiego stanowią podkładkę pod łóżeczko naszego synka :P za to przekład Skibiniewskiej leży spokojnie na półce i czeka aż przeczytam wszystkie tomy po raz dwudziesty w życiu ;)

    • Podziwiam , ja przeczytałem raz , ale właśnie lecę do księgarni i jak wrócę zagłębie się w ten piękny świat ;)

      • W takim razie przyjemnego czytania! :-)

  7. Wszystko o czym piszesz to prawda. Przeczytałam Władcę Pierścieni tak w tłumaczeniu Łozińskiego jak i Skibniewskiej i rzeczywiście – bez porównania. Łazik, Tajar… Można zwątpić, naprawdę.

    • Dobrze, że Wydawnictwo Muza stale wznawia „Władcę Pierścieni” w tłumaczeniu Skibniewskiej :-)

  8. Całkowicie się z Tobą zgadzam – pani Skibniewska rządzi :) Co do Łozińskiego, to jak słyszę w ogóle napomknienie o Łaziku, czy Bagosznie, to aż mi gula skacze – co za dramat!

Odpowiedz na „bobAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>