„Autor powinien móc skupić się na pisaniu dobrych tekstów, nie zaś na kluczeniu w meandrach branży wydawniczej”

Opublikowano 25 czerwca 2014 w: Wywiady | 10 komentarze

Na zdjęciu: Joanna Stryjczyk

Czy w Polsce warto mieć agenta literackiego? Jak wygląda taka współpraca? A może lepiej samemu negocjować warunki współpracy z wydawnictwem? Jeśli napisaliście powieść i szukacie odpowiedzi na powyższe pytania, przeczytajcie mój wywiad z dr polonistyki Joanną Stryjczyk, właścicielką nowej agencji literackiej.

Agencja Hirondelles pomaga debiutującym autorom we wprowadzaniu ich książek do obiegu wydawniczego. Jeśli stworzyłeś powieść biograficzną, obyczajową, thriller, kryminał bądź piszesz literaturę faktu (reportaż, historia, biografia), możesz zgłosić się do Joanny Stryjczyk z pytaniem o współpracę.

Co pisarz zyska posiadając agenta literackiego? Na jakie zarobki może liczyć początkujący twórca? Co to znaczy, że tekst ma być dobry literacko i sprzedawalny? Z jakiego powodu wydawnictwa odrzucają debiuty? Jak można zdefiniować dobrą opowieść? Tego wszystkiego dowiedziecie się z poniższej rozmowy.

Co skłoniło Panią do otworzenia agencji literackiej Hirondelles?
Po pierwsze fakt, że polski rynek książki, zdominowany przez tłumaczenia, powoli się zmienia. W 2008 i 2009 roku liczba tłumaczonych i oryginalnych tytułów z zakresu „literatura piękna dla dorosłych” wydawanych w Polsce była niemal równa, od 2010 widać stopniowe zdobywanie przewagi przez książki nietłumaczone, w roku 2012 ukazało się już 2249 tytułów prozy tłumaczonej i 2944 polskiej. Wiadomo, że kultura popularna jest kulturą języka angielskiego, i tak raczej pozostanie, ale wyrastamy już być może z przekonania, że w tej branży towar z Zachodu, a zwłaszcza ze Stanów jest najlepszy. Pomyślałam, że warto poszerzyć miejsce na rynku dla książek tłumaczonych z innych języków niż angielski oraz dla prozy polskiej.

Po drugie, kilkuletnie doświadczenie w pracy redaktorki nabywającej. Gdy szuka się książek dla konkretnego wydawcy, ze zrozumiałych powodów trzeba się kierować profilem i kryteriami firmy, w której się pracuje. Oczywiście bardzo dobrze, że wydawnictwa mają takie kryteria, bo dzięki temu podmioty działające na rynku odróżniają się od siebie. Nie zawsze jednak wtedy można w pełni zaprząc do pracy swój gust i wyczucie, i bywa to niekomfortowe. W pracy agenta można swobodniej rozglądać się za książkami, do których ma się osobiste przekonanie, i szukać dla nich odpowiedniego domu. To trochę takie kojarzenie jak w biurze matrymonialnym, gdzie, jak sobie wyobrażam, dopasowuje się osoby pod kątem ich zalet i oczekiwań.

Czy w polskich warunkach warto mieć agenta literackiego?
W każdych warunkach warto! Autor powinien móc skupić się na swoim zadaniu, czyli pisaniu dobrych tekstów, nie zaś na kluczeniu w meandrach branży wydawniczej. To po pierwsze zajmuje czas i energię, po drugie bez znajomości rynku – co często po prostu oznacza znajomość uwarunkowań biznesowych konkretnych wydawnictw i sposobów myślenia osób pracujących w tych wydawnictwach – jest na słabszej pozycji negocjacyjnej. Dzięki agentowi relacja między autorem a wydawcą ma szansę stać się relacją bardziej partnerską, w której dwie dorosłe strony konkretnie umawiają się na warunki współpracy i nikt nikomu nie robi łaski.

Myślę, że w rzadszej sytuacji odwrotnej, gdy już uznany autor szuka wydawcy dla nowej książki, pomoc agenta też się przydaje. Po pierwsze dzięki jego pośrednictwu autor może wynegocjować więcej. Po drugie pod względem etyczno-biznesowym taka sytuacja jest bardziej przejrzysta, mniejszą rolę odgrywają względy emocjonalne, pozamerytoryczne i mniej jest miejsca na pokątną rywalizację wydawnictw o gwiazdę, a większą – czytelne dla wszystkich kryteria rynkowe. Oczywiście są autorzy, dla których osobista zażyłość z wydawcą jest ważnym elementem współpracy i to należy uszanować.

Jest tu też jeszcze jeden wrażliwy aspekt. Autor wydający książkę wystawia swoje wnętrze na dość bezlitosną giełdę. Zwłaszcza gdy się zaczyna, trudno być sprzedawcą własnych myśli i uczuć, i dla psychicznego BHP warto powierzyć handlowanie własną twórczością komuś innemu.

Czym zajmuje się polski agent literacki i jak wygląda pośredniczenie między wydawnictwem, a autorem?
U nas dopiero wypracowywane są standardy tego zawodu i nie obywa się to bez pewnego zamieszania. Rynek obrotów prawami do książek jest w pewnych aspektach dość dziki, każdy wydawca ma swoje dojścia do informacji o atrakcyjnych prawach do kupienia i walka o te informacje oraz sposób ich wykorzystania bywa dość zaciekła. Polskie agencje funkcjonujące na rynku najdłużej działają jako subagencje agentów pisarzy zagranicznych i sprzedają wydawcom polskim licencje na tłumaczenia. Nie ma u nas tradycyjnej agencji autorskiej reprezentującej rodzimych autorów, autorzy reprezentują najczęściej samych siebie, a przez podpisanie umowy z wydawnictwem oddają wydawcy część reprezentacji: wydawnictwo przejmuje, w ramach licencji, prawa do tłumaczenia ich książek za granicę, do ich ekranizacji, a także często próbuje zarezerwować sobie prawa do następnej książki autora.

Jest tu oczywista luka, którą chciałabym przynajmniej częściowo wypełnić. W modelu trójstronnym agent jako pośrednik reprezentuje wybrane lub wszystkie prawa autorskie, dzięki czemu autor zyskuje przedstawiciela, zostawiając prawa przy sobie. Można wtedy swobodniej obracać prawami i nie są one trwale przypisane żadnemu wydawcy, a jedynie jakby mu wypożyczane. Agent w porównaniu z wydawcą polskim ma też więcej czasu, żeby zająć się np. szukaniem dla autora wydawców zagranicznych.

Szuka Pani autorów powieści obyczajowych, thrillerów, kryminałów, a także literatury faktu i powieści biograficznych. Dlaczego nie np. pisarzy fantasy czy science-fiction?
Szukam książek, które czuję się na siłach ocenić pod kątem jakości literackiej i potencjału rynkowego. Słabiej znam się na literaturze fantasy, nigdy nie byłam jej czytelniczką. Nie znam się też za bardzo na rynkowych aspektach literatury dla dzieci. Z drugiego zawodu jestem psychoterapeutką i myślę, że warto i w dziedzinie książkowej zastosować zalecenie, żeby nie brać się za zgłoszenia, w których nie potrafi się pomóc, zwłaszcza gdy bez trudu można wskazać osoby znające się na tym znacznie lepiej. Autorzy fantasy mogą skorzystać z możliwości, jakie daje redakcja i portal Nowej Fantastyki, wydaje mi się, że koledzy troszczą się tam o autorów fantasy i s-f.

Jakimi kryteriami kieruje się Pani wybierając autorów, których będzie Pani reprezentować?
Autorzy jako osoby nie podlegają ocenie. Nawiązuję współpracę z autorem razem z jego tekstem lub tekstami. Tekst ma być dobry literacko i sprzedawalny. Dobry literacko to znaczy tworzący spójną całość i napisany dobrym językiem. Dobry język to nie jest poprawna interpunkcja i ortografia, jest to swobodne i świadome posługiwanie się środkami stylistycznymi w sposób wykraczający poza automatyczne używanie klisz językowych. Sprzedawalny to znaczy w moim przekonaniu niehermetyczny, taki który w angażujący sposób opowiada o aspektach doświadczenia nieobcych większości dorosłych ludzi. Jest to zatem wbrew pozorom szeroka kategoria mieszcząca też teksty ambitne literacko, nie tylko konwencjonalne wcielenia gatunków popularnych.

Jakie są warunki współpracy z Pani agencją literacką?
Pracuję na zasadzie prowizyjnej, umawiam się na od 15 do 20% zaliczki dla autora wynegocjowanej z wydawcą polskim lub zagranicznym.

Przyjmuje Pani tekst do reprezentowania. Podpisuje Pani umowę z pisarzem. Co się dzieje dalej?
Rekomenduję tekst i autora wydawcom, którzy wydają mi się zainteresowani jego sposobem pisania. Tym, którzy chcą przeczytać książkę, przekazuję maszynopis do recenzji wewnętrznej. Gdy ktoś jest gotów złożyć ofertę, negocjuję warunki umowy – w dzisiejszych czasach jest to najczęściej umowa licencyjna, a nie umowa przekazania praw – zgodnie z życzeniami i sugestiami autora. Jeśli zgłosi się więcej niż jeden chętny wydawca, przeprowadzam aukcję. Jeśli autor powierzył mi reprezentację praw do tłumaczenia jego książki, rekomenduję książkę wydawnictwom zagranicznym. Jeśli umawiam się z autorem na współpracę długoterminową, to wszystko dotyczy nie tylko jednego tytułu, lecz także następnych książek.

Z jakimi wydawnictwami Pani współpracuje?
W Polsce ze wszystkimi dużymi i średnimi, z kilkoma mniejszymi. Za granicą z wydawcami, którzy już tłumaczyli polskich autorów, ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Włoch, Niemiec, krajów skandynawskich, krajów Europy Wschodniej.

Jakiej zaliczki i warunków współpracy może oczekiwać debiutujący pisarz?
Mówię o książce średniej, nie wybitnej: kilka tysięcy złotych zaliczki oraz 7-8% ceny detalicznej przemnożonej przez liczbę sprzedanych egzemplarzy bądź 14-15% przychodów wydawcy ze sprzedaży. Poza tym każdy pisarz, bądź jego agent, niezależnie od tego czy debiutuje czy nie, powinien zadbać o to, aby w licencyjnej umowie wydawniczej, która w centralnej części dotyczy praw do wydania drukowanego, zostały uregulowane wszystkie możliwe obszary zastosowania praw autorskich i praw zależnych, pod względem reprezentacji i warunków finansowych, czyli m.in. prawa do publikacji elektronicznej książki, do audiobooka, do ekranizacji, do tłumaczeń. Umowa określa czas trwania licencji oraz maksymalny czas, jaki może upłynąć od zawarcia umowy do premiery książki. Techniczne kwestie promocji nie są detalicznie określane w takiej umowie, jedynie to, w jaki sposób autor pozwala na wykorzystanie swojego wizerunku i swojego tekstu do celów promocyjnych.

Z jakich powodów wydawcy odrzucają dzieła debiutantów?
Wydawca odrzuca książkę, gdy jest przekonany, że na niej nie zarobi, albo gdy ewentualny zarobek jest obciążony za dużym ryzykiem. O tym, którzy wydawcy jakie książki uważają za niedochodowe, mogłabym dość długo opowiadać, kryteria i gusty są najróżniejsze. Debiutant nie przynosi ze sobą zewnętrznych argumentów rynkowych takich jak dobre recenzje czy wysoka sprzedaż poprzednich książek, więc ocenie podlega tylko tekst oraz, co nie zawsze odbywa się jawnie, potencjał i gotowość do pisania atrakcyjnych książek w przyszłości. Usterki konstrukcyjne, fatalny język dyskwalifikują książkę.

Ale dobrze napisany tekst też może zostać odrzucony, jeśli np. jest zbyt stereotypowym wcieleniem konwencji gatunkowej i czytelnicy mają dziesiątki identycznych książek do wyboru na rynku albo, na odwrót, jest tak „osobny”, że trudno sobie wyobrazić, kto mógłby chcieć go kupić i przeczytać. Wracamy zatem do czytelnika: jeżeli wydawca z łatwością może sobie wyobrazić konkretną i dość liczną grupę odbiorców potencjalnie zainteresowanych przeczytaniem tej książki, będzie chciał kupić do niej prawa. Ten test przeprowadza najczęściej na sobie, na recenzencie wewnętrznym, na innych pracownikach wydawnictwa.

Na co, z punktu widzenia agenta literackiego, powinni zwracać uwagę pisarze podczas tworzenia powieści?
Nie mówię o rzeczach konstrukcyjnych, bo zakładam że znajomość podstaw rzemiosła to oczywistość. Powinni myśleć o odbiorcy. O tym, że romantyczny model „niezrozumienia za życia” ani im, ani czytelnikom nie przyniesie frajdy i nie pozwoli im zarobić na pisaniu. Być swoim pierwszym testowym czytelnikiem, w trakcie pisania samemu być zaciekawionym, co się przydarzy jego bohaterom. Trochę zdystansować do swojego dzieła, nie traktować go jak bezpośredniej ekspresji własnej duszy, lecz jak autorski sposób komunikacji, który żeby w pełni zaistnieć, potrzebuje jeszcze dość dużej liczby par cudzych oczu i uszu.

Jak definiuje Pani dobrą opowieść?
Od czasów Arystotelesa nic się nie zmieniło. Opowieść to droga bohatera, który ma jakiś cel i podejmuje działanie, żeby go zrealizować, ktoś mu pomaga, a ktoś przeszkadza, odnosi sukces albo ponosi porażkę, a w trakcie tej drogi następuje rozpoznanie jakiejś prawdy. Bohater musi być wiarygodny, prawdopodobny, czytelnik nie może mieć wszystkiego podane na tacy, żeby móc uzupełnić historię tym, co sam przeżył, poczuł i przemyślał, a opowieść powinna wzbudzać litość i trwogę: współczucie dla kondycji ludzkiej i lęk wobec faktu, że jesteśmy śmiertelni. To nie jest domena wielkiej literatury ani reportaży z miejsc, gdzie dzieją się tragedie, dobre powieści popularne też to z nami robią.

Jeśli jesteście zainteresowani współpracą z Joanną Stryjczyk, wejdźcie na oficjalny fanpage Agencji Hirondelles >.

O mnie:

Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na stronie kontaktowej.

Jeśli chcesz wspomóc ten blog, robiąc zakupy online skorzystaj z mojej strony Kupuj z Goodstory.pl

Prowadzę również serwis o podróżach PolskaZwiedza.pl, na którym dzielę się wrażeniami ze zwiedzania Polski i innych krajów świata. Zapraszam do odwiedzin!

10 komentarze

  1. „Usterki konstrukcyjne, fatalny język dyskwalifikują książkę.”

    Nie, jeśli się nazywasz Katarzyna Michalak – wtedy możesz pisać wszystko bez ładu, składu i szacunku dla czytelnika.

    • Możesz rozwinąć swoją wypowiedź? Dlaczego tak uważasz? Nie czytałem książek Katarzyny Michalak, więc chętnie się dowiem.

  2. Ciekawa jestem, jak ta Pani się utrzymuje, skoro podawane przez nią % to zazwyczaj między 500 a 1000 zł zaliczki plus bardzo niepewny % od sprzedaży tytułu. Musiałaby zarządzać wydaniem ok 80 000 egz rocznie, żeby utrzymać siebie i firmę :/

    • Myślę, że najlepiej zapytać o to bezpośrednio Panią Joannę. Ale gdybym miał zgadywać – to nie jest przecież nieosiągalna liczba, wszystko zależy od znalezienia dobrego tekstu, a potem jego skutecznego wypromowania. A potem jeszcze kolejnego, i kolejnego, i kolejnego.

  3. To nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać i najpierw należy przeczytać ze zrozumieniem tekst wywiadu z którego wynika, że właściwie autor musi najpierw trafić w gust pani agent, zanim ona zacznie szukać wydawcy o takim samym guście. To po co pośrednik, skoro i tak musimy szukać wydawcy który akurat ma taki sam gust. To niepotrzebna strata czasu i pieniędzy _ owych 15-20%. Sensowne by było gdyby pani agent z aspiracjami napisała, że zajmie się każdym tekstem który będzie miał potencjał, nawet jeśli będzie to literatura za którą nie za bardzo przepada, bo potencjał jest najważniejszą rzeczą w pisaniu. I sprawa druga, powinno ją interesować przede wszystkim umowa długoterminowa z autorem, w trakcie której będą dla siebie partnerami, którzy dzięki wzajemnej pracy zaistnieją na polskim rynku, a także zagranicznym. Więc jeśli się ktoś zdecyduje na współpracę, to musi się nastawić na długotrwała i ciężką pracę, bo niej nie ma efektów. Wiara w talent jest oczywiście potrzebna, ale poza talentem trzeba się także wykazać pracowitością, odpornością na stres, dobrymi pomysłami i umiejętnością budowania nastroju w swoim powieściach.

    • Dziękuję za komentarz. „Trafić w gust” – od tego nie uciekniemy. Zawsze jest tak, że nasze dzieło musi się komuś spodobać w wydawnictwie, by miało ono jakiekolwiek szanse być wydane. Wiele jest historii obecnie znanych pisarzy, którzy swoją pierwszą powieść wydali dopiero po kilkunastu odmowach w innych wydawnictwach. Czasami udało im się dopiero, gdy przeredagowali powieść.
      Jeśli jest agent specjalizujący się w danym gatunku literackim, nie ma w tym nic złego. Szczególnie, jeśli ma później efekty, tj. potrafi doradzić swojemu autorowi, co powinienem poprawić, a następnie z sukcesem doprowadza do wydania książki. Wtedy posiadanie agenta ma sens. W przeciwnym wypadku taniej wychodzi zatrudnienie asystenta, który będzie odpowiadał za komunikację z wydawnictwami ;-)
      I fakt – pracowitość jest najważniejsza, co stale podkreślam. Należy nieustanne szlifować swoje umiejętności, czytać, analizować warsztat innych pisarzy i pisać.

  4. Ciekawy wywiad. Może, gdy uda mi się skończyć książkę, to skorzystam z usług takiego agenta.

    • Dzięki za komentarz. I powodzenia w pisaniu!

  5. Bardzo pomocny i inspirujący tekst!

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>