Catherine Reiss: W tym miejscu śpiewają potwory – recenzja powieści i słów kilka o potrzebnej roli redaktora
W tym miejscu śpiewają potwory to pierwsza część czterotomowego cyklu Miejsce styku stworzonego przez polską autorkę piszącą pod pseudonimem Catherine Reiss. Dla mnie to przykład ciekawej historii, która sporo straciła przez brak porządnej redakcji. Już tłumaczę dlaczego.
Na początek muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tempa publikacji całego cyklu przez Wydawnictwo Nocą. Od sierpnia 2025 do maja 2026 wyszły cztery tomy, łącznie ok. 2000 stron.
Dzięki uprzejmości Autorki miałem okazję przeczytać pierwszy tom, czyli “W tym miejscu śpiewają potwory” i od razu zaznaczę, że jest to powieść nierówna, z potencjałem, gdzie – niestety – zabrakło pracy dobrego Redaktora.
Zacznijmy od oficjalnego opisu: “Rosanna Keller wraz z nastoletnimi dziećmi w pośpiechu opuszcza dom, wyraźnie czymś przerażona. Droga prowadzi ich do pensjonatu na odludziu – miejsca, w którym ściany szepczą, cienie nie należą do ludzi, a nocą w powietrzu unosi się hipnotyzujący śpiew.
Tymczasem jej mąż, Max, próbując odnaleźć rodzinę, odkrywa, że to, co uważał za rzeczywistość, jest jedynie cieniem skrywającym coś znacznie bardziej przerażającego.
W tym miejscu granica między życiem a śmiercią się zaciera. Coś patrzy. Coś czeka. I śpiewa, dopóki nie zaczniesz śpiewać razem z nim.”
Brzmi intrygująco i tak jest w rzeczywistości. Historia wymyślona przez Reiss jest wielowątkowa i wzbudza zainteresowanie, jednak należy uzbroić się w cierpliwość, ponieważ akcja nabiera tempa dopiero w drugiej połowie książki. Ale nawet wtedy co chwila czytelnika wybijają z rytmu czasowniki atrybucji dialogu, przysłówki i przesadne opisy sytuacji.
Występują one od początku i niestety konsekwentnie są używane przez całą powieść, co moim zdaniem utrudnia czytanie i skupienie się na historii.
“Dobry dialog potrafi ożywić postaci oraz nadać im cechy indywidualne, a także wywołać pożądane reakcje wśród czytelników – rozśmieszyć ich, wzruszyć, skłonić do refleksji, itp. By to osiągnąć, dialog musi brzmieć naturalnie, być wkomponowany w scenę, a wszelkie atrybucje rozmowy nie mogą razić“ – pisałem w tekście Czasowniki atrybucji dialogu, czyli jak dobrze opisywać rozmowę.
Podoba Ci się moje pisanie? Jeśli tak, możesz postawić mi kawę, za co z góry dziękuję: https://buycoffee.to/goodstory
Czym są czasowniki atrybucji dialogu? Są to słowa, które dodajemy, gdy wypowiada się dana postać, czyli np. „powiedział, „rzekł”, „odparł” lub „oznajmił”. Oczywiście, są również inne, ale te uważam za najlepsze. Ale gdy już pisarz decyduje się na inne określenia, typu „wykrzyczał”, „zagroził” czy “wyszeptał”, to koniecznie powinien nie dodawać przysłówka, czyli np. wydukał piskliwie lub powiedział groźnie.
Bardziej szczegółowo tłumaczę ten temat w powyższym wpisie, jak się przed tym bronić i co powinno się robić zamiast używania przysłówków.
Powieść “W tym miejscu śpiewają potwory” jest pełna niepotrzebnych słów i gdyby je usunąć to – bez szkody dla fabuły – książka byłaby krótsza o co najmniej kilkadziesiąt stron, a przez to – uważam – tempo akcji byłoby lepsze.
Należy do tego dodać liczne zdania mające budować atmosferę grozy (szczególnie ze słowem “serce”, np. “czuł, że jego serce przyspiesza”, “podchodzi do gardła”, itp.). Czytając powieść to ja mam przeżywać emocje wraz z bohaterami, a nie co chwila dowiadywać się, jak czują się dane osoby. To powinno wynikać z opisywanej sytuacji. Do tego liczne przysłówki, które wręcz przeszkadzają w czytaniu.
Kilka przykładów: “rzuciła z przekąsem”, “poleciła surowo”, “zaprotestowała ostro”, “odpowiedziała z ironią” (chwilę wcześniej “patrzyła na matkę z ironią”).
A tutaj całe zdania:
“- Miejmy to już za sobą” – mruknęła Lizi z irytacją.
Rosanna przełknęła głośno ślinę”.
Czy nie lepiej byłoby zwykłe “powiedziała Lizi”? Reszta wynika z kontekstu sytuacji.
“Jazz zamarł, serce zabiło mu mocniej, a krew w żyłach zaczęła pulsować, jak szalona”. Następnie “wstrzymał oddech, wsłuchując się w odpowiedź, która przyszła po chwili ciszy”. A gdy ją usłyszał, to “Poczuł, jak lodowaty pot spływa mu po plecach”. Podsłuchując dalej “Jazz poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła”, a potem jeszcze “Głośno przełknął ślinę, czując, jak strach przechodzi mu po plecach”.
Albo:
“Darin, miałeś wynieść tę pościel – skierował się do syna.” Skoro powiedział jego imię, to wiadomo do kogo mówi, prawda? Następnie jest zdanie: “zaproponował lekko speszony, ale z życzliwym uśmiechem”, a po chwili Hayes już tylko “patrzył na nią z łagodnym uśmiechem”. Kilka stron wcześniej odpowiedział z “ciepłym uśmiechem”.
Czy w książce Catherine Reiss tego typu zdań jest za dużo? W moim przekonaniu tak. Dlatego sama ciekawa historia to za mało, bym chciał przeczytać kolejną część z cyklu “Miejsce styku”. Szczególnie, że jest jeszcze jeden problem.
Bohaterzy – im więcej poznajemy szczegółów historii, tym bardziej nie mamy komu kibicować, przeżywać z nimi tych emocji i osaczenia, które tworzy Autorka. Nikogo nie polubiłem, dlatego na pierwszym tomie poprzestanę. Jednak uważam, że warto tę powieść przeczytać i samemu – podczas lektury – zastanowić się, jak ta książka mogłaby być lepsza.
Jestem przekonany, że wnioski przydadzą Wam się podczas pracy nad swoją dobrą opowieścią.
Informacje o książce W tym miejscu śpiewają potwory – autor: Catherine Reiss, wydawnictwo: Wydawnictwo Nocą, liczba stron: 552. Aktualna cena do sprawdzenia na Ceneo.pl >








Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na