Filmowy Hobbit, czyli za długa podróż tam i z powrotem

Opublikowano 8 stycznia 2014 w: Polecane książki | 1 komentarz

W kinach jest już druga część filmowej trylogii o przygodach kompanii Thorina, w której hobbit imieniem Bilbo Baggins odegrał kluczową rolę. Bez względu na to, jaką kto ma opinię o dziele reżysera Petera Jacksona, cieszę się, że film powstał, bowiem tym samym wzrosło zainteresowanie  powieścią J.R.R. Tolkiena.  

Czy filmowy „Hobbit” mi się podoba? Nie. Pierwsza cześć – „Niezwykła podróż” – jest nudna, niepotrzebnie rozwlekła i zawiera sceny, które poza widowiskowością nic nie wnoszą do fabuły. Ten film mógłby być o połowę krótszy.

Druga część – „Pustkowie Smauga” – zawiera z kolei tyle dorobionych i niepotrzebnych wątków, że słuszne jest twierdzenie, iż „Hobbit” to swobodna adaptacja powieści. Samo w sobie nie musi to być wadą, bowiem zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy widzowie czytali powieść, a nawet ci, co znają oryginał, mogą się dobrze bawić na seansie. Moim zarzutem jest jednak zbytnia rozwlekłość filmu, spłycanie wątków albo dorabianie takich, które nie posuwają akcji do przodu, a są jedynie wypełnieniem, jak np. historia pewnej miłości…

„Hobbit, czyli tam i z powrotem” Tolkiena – klasyka gatunku
Z przyjemnością wiele lat temu czytałem „Hobbita”, uważam, że jest świetnie napisany, ale nie zgodzę się, że należy mu poświęcić aż trzy filmy. To dość prosta historia, którą Tolkien pisał z myślą o swoich dzieciach – wyprawa krasnoludów, którzy wraz z hobbitem wyruszają w daleką i pełną niebezpieczeństw podróż, by pokonać smoka i odzyskać zrabowane przez niego złoto.

Doceniam jednak to, co robi Peter Jackson z jednego powodu – za każdym razem, gdy odbywa się premiera kolejnego filmu o Śródziemiu wzrasta zainteresowanie twórczością J.R.R. Tolkiena.

Pamiętam, gdy ponad dziesięć lat temu premierę miał „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” (też w reżyserii Jacksona). Większość była zachwycona ekranizacją, w tym ja. Urzekły mnie widoki, dobrze dobrani aktorzy oraz sprawna narracja reżysera, który w trzech częściach pomieścił bogactwo i ogrom świata Tolkiena.

Tolkien – mistrz słowa
Najbardziej cieszyłem się jednak widząc w autobusach, w knajpach czy parkach, że tyle osób czyta dzieło angielskiego twórcy. Uważam bowiem, że jest to jeden z tytułów, które każdy czytelnik powinien znać, a w szczególności powieściopisarz i to bez względu na to, w jakim gatunku chce tworzyć.

Zachwyca językowy kunszt Tolkiena, przede wszystkim jednak niesamowita jest wizja, którą stworzył i to, jak sprawnie ją zaprezentował. Lektura „Władcy Pierścieni” to ponad tysiącstronicowa podróż i przygoda, którą będzie się pamiętać do końca życia. Opuszczając Śródziemie doświadcza się uczucia pustki i tęsknoty. Mało jest takich książek. O „Władcy Pierścieni”, a także biografii Tolkiena na pewno jeszcze napiszę więcej w przyszłości, gdyż zarówno dzieło, jak i jego autor zdecydowanie na to zasługą.

„Hobbita” lepiej czytać, niż oglądać
Mam nadzieję, że kolejne części filmowego „Hobbita” sprawią, że książki Tolkiena znów zaliczą wzrost sprzedaży. Gdy rok temu odbyła się premiera filmu „Hobbit: Niezwykła podróż” w sklepach z czasem pojawiły się nowe wydania powieści, figurki z postaciami, gra planszowa, itp. Teraz jest podobnie.

Trzecia cześć, zatytułowana „Hobbit: There and Back Again”, ma pojawić się za rok. Premiera zaplanowana jest na 17 grudnia 2014. Jest więc szansa, że o „Hobbicie” będzie jeszcze głośno przez co najmniej kilkanaście miesięcy, a co za tym idzie – księgarnie będą chętniej promować dzieła Tolkiena.

Dajcie się skusić i kupcie powieść, nawet jeśli nie lubicie fantasy ;-)

O mnie:

Nazywam się Wojtek Krusiński i goodstory.pl to mój blog dotyczący pisarzy i trudnej, ale i fascynującej sztuki tworzenia ciekawych, wciągających opowieści. Więcej informacji znajdziesz na stronie kontaktowej.

Jeśli chcesz wspomóc ten blog, robiąc zakupy online skorzystaj z mojej strony Kupuj z Goodstory.pl

Prowadzę również serwis o podróżach PolskaZwiedza.pl, na którym dzielę się wrażeniami ze zwiedzania Polski i innych krajów świata. Zapraszam do odwiedzin!

1 komentarz

  1. Mało odkrywczo napiszę, że twórczość Tolkiena uwielbiam – podziwiam kunszt, budowanie historii i elementy nowych języków, które stworzył – to zdecydowanie literackie perełki.

    Kiedy w zeszłym roku przeczytałam po raz kolejny, po latach „Hobbita”, zdziwiłam się ile tam jest elementów, dodatkowych wątków i zalążków kolejnych opowieści. Niby powieść dla dzieci, ale raczej nie dla dzieci współczesnych, bo rozbudowana i dopracowana do perfekcji.

    Kiedy porównuję ekranizację „Hobbita” do „Władcy pierścieni” to wiadomo – daleko mu do niej. Ale jeśli spojrzeć na ten film osobno, w kategorii „luźna adaptacja” to od razu zyska na wartości. I nie będę marudzić, że za długi, że miejscami głupawy, bo to i tak jest „Hobbit” :) I cieszę się z Gandalfa, elfów, Beorna, poczciwego Shire… A do tego, nie ukrywajmy, filmy Jacksona zachęcają do poznania pierwowzoru, a to jest najważniejsze :)

    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>